Z terapią u Wszechświata, czyli o filmie "Ukryte piękno" [UWAGA, MOŻLIWE SPOILERY!]

Niewiele jest filmów, które podczas seansu wyciskają ze mnie szloch oraz spazmatyczne łzy, a także które na Filmwebie oceniam wyżej, niż 7. „Ukryte piękno” („Collateral beauty”) w reżyserii Davida Frankela do takich należy. Dodatkowo film ten obejrzałam w Sylwestra i traktuję go jako swego rodzaju wróżbę na Nowy Rok 🙂 Bo oto mamy produkcję w sposób nieprzewidywalny i wzruszający (moja subiektywna opinia) opowiadającą o wartościach uniwersalnych, wyraźnie zainspirowaną „Opowieścią wigilijną” Dickensa. Poznać można to zarówno po ogólnej konstrukcji postaci i scen (ta kulminacyjna następuje w Wigilię), jak i po bożonarodzeniowej scenografii. Podkreślam jednak słowo „zainspirowana”, gdyż grany przez Willa Smitha Howard to jednak nie skąpy Ebenezer Scrooge, a Keira Knightley, Helen Mirren i Jacob Latimore nie odgrywają ról Duchów Dawnych, Obecnych i Przyszłych Świąt Bożego Narodzenia. Niemniej jednak w obu przypadkach chodzi o odmianę ludzkiej duszy i życia.
CB38075.DNG
Howard to odnoszący sukcesy, nowojorski specjalista od reklamy. Śmierć jego 6-letniej córki sprawia, że mężczyzna popada w głęboką, niszczycielską depresję, z której, jak się wydaje, nic nie jest w stanie go wyciągnąć. Dlatego zdesperowani i przytłoczeni perspektywą upadku wspólnej firmy współpracownicy Howarda, czyli Whit, Claire i Simon, ostatecznie wpadają na oryginalny pomysł pomocy: zatrudnienie aktorów. Mają oni odegrać role Śmierci, Miłości i Czasu, do których zrozpaczony, główny bohater napisał listy. Ich zadaniem jest konfrontacja z nieświadomym działań przyjaciół Howardem i sprawienie, by ten został przywrócony społeczeństwu. Pytanie jednak kto tu kogo tak naprawdę wkręca? Dziwnym trafem poszczególne Byty wchodzą we współpracę z konkretnymi postaciami: Amy (Miłość) kontaktuje się przede wszystkim z Whitem – człowiekiem, który w wyniku zdradzania żony i rozwodu ma teraz problemy w relacjach z córką. Raffi (Czas) działa razem z Claire – kobietą w średnim wieku, która do tej pory całkowicie poświęcała się pracy, zaniedbując tym samym życie prywatne, w tym kwestię macierzyństwa. Brigitte (Śmierć) natomiast współpracuje z Simonem, człowiekiem śmiertelnie chorym, skrywającym swą przypadłość i niepewną przyszłość przed bliskimi. Czy zatem to nie trójka zleceniodawców bardziej potrzebuje tego rodzaju terapii, jaką wymyślili dla swego przyjaciela? Oczywiście spotkanie Śmierci, Miłości i Czasu stopniowo popycha Howarda do zmiany nastawienia i podjęcia pewnych decyzji, jednakże dla tego akurat bohatera najlepszym lekiem są rozmowy z zupełnie inną postacią. Poprowadzone tak sprytnie, że finał tego wątku stanowi dla widza kompletne zaskoczenie. Na takie właśnie moje słowa pewna osoba stwierdziła w Internecie, że to dlatego nie jesteśmy w stanie przewidzieć końcówki, bo film jest „naciągany”. Nieprawda. Uważam, że tak powiedzieć może tylko ktoś, kto kompletnie nie zrozumiał toczonej w tym wątku swoistej gry między dwiema postaciami i sensu karteczki z napisem „If only we could be strangers again” („Gdybyśmy tylko mogli znów być nieznajomymi”).

Na szczególną uwagę zasługują kreacje aktorskie Keiry Knightley, Jacoba Latimore’a i Helen Mirren. Miłość w wykonaniu tej pierwszej może mieć wiele twarzy. Potrafi być rozedrgana, płaczliwa, egzaltowana i rozhisteryzowana (jak w pierwszej jej scenie spotkania z Howardem), ale też stanowcza, bezkompromisowa, romantyczna, seksowna… Nie dba o pieniądze i jako jedyna z całej trójki Bytów ma obiekcje moralne w kwestii zadania, do jakiego ich zatrudniono. Potrafi jednak dobić targu, ostatecznie zgadzając się dokończyć misję, w zamian za obietnicę Whita, że ten postara się pogodzić się z córką.

Czas to mały, zwinny, arogancki cwaniaczek, wychowany przez bezdomnych, interesowny ulicznik. Wyjątkowo natrętny jeśli chodzi o zapłatę za zadanie, swoim zachowaniem przywodzi na myśl powiedzenie „czas to pieniądz”. W swoich rozmowach z Claire wielokrotnie podejmuje temat czasu jako tworu ludzkiego. Jest to wątek ostatnio często pojawiający się nie tylko w nauce, ale i kulturze, chociażby w niedawnym filmie „Nowy Początek”, gdzie zaprezentowano teorię Sapira-Whorfa. Czas w postaci linearnej jest bowiem wynalazkiem człowieka, zwłaszcza z Zachodu. To my wymyśliliśmy, że biegnie on nieprzerwanie od punktu A do B, że ma swój początek i koniec. Tymczasem, jeśli spojrzymy na wyniki badań etnograficznych, zorientujemy się, że w wielu różnych kulturach świata wygląda to zupełnie inaczej. W jednym z plemion (którego nazwy i lokalizacji już nie pomnę, bo tekst o nich czytałam na studiach ładnych parę lat temu ;]. Ale sam przykład mocno zapadł mi w pamięć 😉 ) uważa się, że czas NIE istnieje, gdy tubylcy odpoczywają i rusza dopiero wtedy, gdy pracują. W naszej europejskiej cywilizacji z własnej winy wpadamy w dosyć kuriozalną sytuację: obwiniamy o swoje niepowodzenia coś, co sami wykreowaliśmy (chodzi o wieczny pośpiech i przekonanie, że nie starczy nam na coś czasu), podczas gdy zamiast narzekać powinniśmy przyjąć na siebie odpowiedzialność i sami przeorganizować swoje życie. To właśnie Raffi próbuje dać do zrozumienia Claire – jej wiek wcale nie oznacza, że już za późno dla niej na macierzyństwo. Tak naprawdę bohaterka ma do swojej dyspozycji „cały czas tego świata„. To od niej zależy jaki zrobi z niego użytek.

Prawdziwym majstersztykiem jest natomiast rola Helen Mirren, czyli Śmierci. Tej bohaterce wyraźnie podoba się zadanie, które jej powierzono, czuje, że dzięki temu może wreszcie rozwinąć swoje aktorskie skrzydła. Chełpi się wręcz, że swoim talentem przyćmi zarówno Czas, jak i Miłość, że jest w stanie zagrać wszystkie trzy role. To ona, jako Śmierć, schodzi ze sceny ostatnia, o czym przypomina nam jeden z momentów w filmie: schorowany Simon wychodzi z łazienki teatru i widząc Brigitte, stwierdza ze zdziwieniem, że myślał, że już wszyscy wyszli. Na to ona: „Tak, ale ja zamykam”. Takich smaczków jest w filmie wiele, ale zrozumiałe stają się bardzo często dopiero na końcu. Śmierć jest jednak także współczująca i pełna empatii. To ona pomaga Simonowi i jeszcze innej postaci zaprowadzić spokój duszy.

„Ukryte piękno” na jednym z profili Facebooka wymieniłam jako film, którego zakończenie było dla mnie nieprzewidywalne. Jest to prawdziwe zwłaszcza w kontekście pytania o tożsamość Amy, Brigitte i Raffi’ego. Czy rzeczywiście są oni ludźmi z krwi i kości, których wyjątkowy talent i współpraca z innymi bohaterami przesądziły o sukcesie misji? Czy też może są to autentyczne manifestacje Czasu, Miłości i Śmierci? Za pierwszym rozwiązaniem przemawia wiele sprytnie nakręconych scen, dzięki którym wciąż zakładamy, że mamy do czynienia z prawdziwymi aktorami. Choć Howard stopniowo zaczyna wierzyć, że naprawdę spotkał Byty, do których wysłał listy, my jesteśmy przekonani, że orientujemy się w sytuacji i że pozostaje nam rola biernych obserwatorów poczynań głównego bohatera. Zapytam raz jeszcze: tylko kto tu w rzeczywistości jest wkręcany? Czy przypadkiem nie my sami?

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s