Warszawska Arka Noego, czyli o "Azylu" ("The Zookeeper’s Wife")

II wojna światowa to obecnie niekończąca się opowieść, jeśli chodzi o tematykę w kinematografii. Wydarzenia lat ’40 XX wieku dotknęły nas, Polaków, ale także całkiem sporą część świata, na tyle silnie, że w filmowej narracji zdominowały wszelkie inne okresy historyczne. Odcisnęły w ludzkiej świadomości na tyle mocne piętno, że nie chcemy opowiadać już o niczym innym. A opowiadając, wpływamy jednocześnie na ludzkie umysły i wyobrażenia o świecie. Prawda, jakakolwiek by nie była, się nie liczy. Władzę mają ci, którzy potrafią sprzedać swoją wizję świata za pomocą tak wpływowego narzędzia propagandowego jak kultura, a zwłaszcza popkultura. W tym względzie właśnie rola wyświetlanego obecnie w kinach „Azylu” jest nie do przecenienia. Może on bowiem przeciwdziałać bezmyślnie powtarzanemu przez Zachód hasłu „polskich obozów zagłady”. Człowiek został, niestety, tak stworzony, że bardzo często nie chce mu się na własną rękę zweryfikować danych informacji i powtarza to, co zostanie mu podsunięte pod nos albo w Internecie, albo w kinie. Wiele osób robi to nieświadomie i bez złych intencji, tak naprawdę nie zdając sobie sprawy, że wyrządzają komuś krzywdę i są niesprawiedliwi. Raczej nie zapowiada się na zmianę ludzkiej natury i możemy sobie gadać do woli, próbując zwrócić uwagę Internautów i zachodnich polityków na fakt, że lokalizacja Auschwitz w Polsce nie oznacza, że to Polacy organizowali obozy śmierci. W związku z tym jedynym, co nam pozostaje, to „zaczarować” wyobraźnię widzów na świecie za pomocą kina i kultury popularnej. W Polsce mamy z tym póki co problem – czy to ze względu na brak środków finansowych, czy z powodu braku umiejętności myślenia o kinie jako o sposobie na promocję kraju, jego kultury i historii za granicą. Nie umiemy też jakoś wykorzystać w tym celu prawdziwych historii bohaterskich, zwykłych ludzi, którzy ryzykowali wiele, ratując życia innych. Póki co jedyną przedstawicielką naszego kraju, która pokusiła się o zrobienie filmu o tej tematyce i na miarę Hollywood (czyli mającego szansę dotknąć ludzi żyjących poza granicami Polski), jest Agnieszka Holland ze swoim „W ciemności”. Co do reszty, to mamy w zasadzie szczęście, że są tacy ludzie w amerykańskiej Fabryce Snów, których nasze historie fascynują na tyle mocno, że postanowili poświęcić na ich ekranizację swój czas i pieniądze. Skoro my nie chcemy lub nie potrafimy (chociaż ja bym stawiała raczej na to pierwsze, bo Agnieszka Holland pokazała, że jednak można) ratować swojego wizerunku na świecie, robiąc film o Irenie Sendlerowej („Dzieci Ireny Sendlerowej” z 2009 r.), to dzięki Bogu, że wzięli się za to przynajmniej Amerykanie (chociaż oni oczywiście nie widzą tego jako ratowania wizerunku Polski 😉 ). Tym razie czas przyszedł na ukazanie historii mniej znanych na świecie, ale równie niezwykłych Polaków, którzy ryzykowali życie swoje i własnej rodziny po to, by pomagać prześladowanym: Jana i Antoniny Żabińskich.
landscape-1489602463-zookeeper-jc-focus-features
Jessica Chastain to aktorka, która kojarzy mi się z rolami kobiet stanowczych, konkretnych, niemalże wojowniczych. Taka była na pewno w „Łowcy i Królowej Lodu”, a także w „Crimson Peak” (no cóż, w przypadku tego drugiego filmu jest to mało powiedziane 😉 ). W „Marsjaninie” jej bohaterka jako kapitan załogi musiała być poważna, odpowiedzialna i niemalże sztywna, natomiast w „Interstellarze”, który okazał się dla tej aktorki trampoliną do dużej kariery, grała niepokorną córkę o ogromnej inteligencji i niezwykłej więzi z ojcem. Z każdą kolejną rolą Chastain udowadnia jak wielki ma talent do prezentacji odmiennych charakterologicznie postaci. Także jej Antonina Żabińska jest kimś zupełnie innym, niż widziałam do tej pory w jej wykonaniu. To kobieta delikatna, ciepła, subtelna, słodka, ale jednocześnie zaradna i silna. Nieco bardziej odnajdująca się wśród ukochanych zwierząt, niż ludzi. Warszawskie Zoo jest jej całym światem i to w zasadzie z jego perspektywy widzimy większość historii.
Świat przedstawiony w filmie możemy bowiem podzielić na dwa punkty widzenia: Jana i Antoniny, podkreślone dodatkowo podczas kłótni dwójki tych bohaterów o relację z Lutzem. Żabiński cyklicznie opuszcza park zoologiczny, udając się w różne części miasta: do getta, piekarni, w której działa konspiracyjna wytwórnia dokumentów, w okolice Umschlagplatzu, na Starówkę, by walczyć w Powstaniu etc. To przede wszystkim on jest naocznym świadkiem okrutnej, okupacyjnej rzeczywistości: widzi leżące na ulicach trupy, żołnierzy gwałcących nastoletnie dziewczęta, dzieci i starców wsadzanych do bydlęcych wagonów. Zoo natomiast, choć oczywiście również dotknięte wojną (bombardowania we wrześniu 1939 r. oraz aneksja parku przez Niemców), jest swego rodzaju bańką, do której docierają odgłosy toczącej się w oddali burzy (wiadomości radiowe, pył i popiół, które przez rzekę dotarły do ZOO z palącego się getta). Antonina znacznie rzadziej od Jana opuszcza park, budując w nim dla siebie i ukrywanych Żydów prawdziwy azyl. Z polskiego tytułu filmu można drwić na temat kiepskiego tłumaczenia, ale jednak jest w nim jakaś prawda (nie mówiąc już o tym, że książka, na której oparto scenariusz, rzeczywiście nazywa się „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO”). Willa pod Zwariowaną Gwiazdą (oryginalna nazwa domu Żabińskich na terenie ogrodu) to strefa, do której niebezpieczeństwo pod postacią Lutza przychodzi i odchodzi, a gdy już mija i Antonina grą na pianinie daje sygnał, goście wychodzą z mroku piwnicy i żyją normalnie – wspólnie bawią się, śmieją, malują, piją wino. Łatwo nasuwa się skojarzenie z dziecięcą zabawą w „Stary niedźwiedź mocno śpi”, co w kontekście lokalizacji, czyli parku zoologicznego, jest dosyć znaczące.

„Azyl” to nie tylko historia bohaterstwa i ratowania ludzkiego życia podczas wojennej zawieruchy. To również opowieść o relacji człowiek-zwierzę. Żabińscy współegzystują ze swoimi podopiecznymi: mały Ryszard śpi na jednym łóżku z drapieżnymi kociakami, a jego ulubionym towarzyszem zabaw jest skunks. Za jadącą na rowerze Antoniną swobodnie biegnie dromader. To właśnie główna bohaterka, nie bacząc na plamienie odświętnego stroju krwią, ratuje nowo narodzone słoniątko. Warszawskie Zoo to scena istnego Kręgu Życia, do którego zapraszani są kolejni ludzcy członkowie. Tutaj człowiek i natura to jedno. Warto pamiętać, że gdy prawdziwi Żabińscy ukrywali Żydów, swoistą tradycją stało się dla nich nadawanie „gościom” imion zwierzęcych, a zwierzętom ludzkich. Tutaj owo zatarcie granicy między człowiekiem a naturą zostało ukazane przede wszystkim pod postacią rysunków Urszuli (nie bez znaczenia jest imię tej bohaterki, wywodzące się od łacińskiego słowa oznaczającego „niedźwiedzicę”) – gdy Heck pod koniec filmu świeci latarką po ścianach piwnicy, dojrzeć możemy, że namalowane na nich postacie ludzkie mają zwierzęce głowy, także ta przedstawiająca grającą na pianinie Antoninę.

Zgoła odmienne podejście do zwierząt ma Lutz Heck, również przecież zoolog. Traktuje je instrumentalnie, stawiając człowieka ponad. Jest panem ich życia i śmierci, swobodnie rozporządza nimi, lekką ręką zabijając, zabierając i krzyżując osobniki. W odczuwanym przez niego pociągu seksualnym do Antoniny jest coś dzikiego i zwierzęcego, ale w bardzo negatywnym sensie. To przede wszystkim on jest subtelnym źródłem grozy w świecie warszawskiego Zoo. To również za jego sprawą pryska owa bezpieczna bańka, w której żyła Żabińska wraz z dziećmi i uratowanymi Żydami. To on sprowadza okrutny świat zewnętrzny do azylu Antoniny.

„Azyl” to film świetnie przygotowany merytorycznie. Reżyserka Niki Caro i scenarzystka Angela Workman zadbały o wiele szczegółów, cieszących moje przewodnickie oko: od autentycznego imienia słonicy począwszy, na polskojęzycznych szyldach skończywszy. Mieliśmy nawet okazję zerknąć na Nalewki i Umschlagplatz, miejsca, które obecnie albo istnieją już tylko w ludzkiej pamięci, albo po których historia pozostawiła pomniki. Uśmiech na twarzy wywołuje również pojawiający się gdzieniegdzie język polski, podkreślający, że prezentowane wydarzenia mają miejsce właśnie w Polsce. Może to jednak zgrzytać, zwłaszcza w zestawieniu z angielskim, którym posługują się główni aktorzy. Momentami też wydaje się, że Niki Caro przedobrzyła, jeśli chodzi o opakowanie filmu w historyczne fakty. W „Azylu”, w dwóch lub trzech scenach pojawia się Janusz Korczak wraz ze swoimi dziećmi z Domu Sierot. Jan Żabiński ma z profesorem aktywny kontakt, co więcej, dwukrotnie próbuje namówić go do ucieczki i ukrycia się, aż w końcu osobiście mu towarzyszy, gdy ten wsiada do bydlęcego wagonu. Wydaje się, że Korczak stał się swego rodzaju obowiązkowym symbolem do wykorzystania w filmie o likwidacji getta warszawskiego, gdyż taką samą (albo bardzo podobną) scenę marszu wychowanków Domu Sierot na Umschlagplatz można było zobaczyć… w „Dzieciach Ireny Sendlerowej”. Tyle że z Sendlerową zamiast Żabińskiego. Prawda jest taka, że relacji dotyczących tego, jak wyglądał ów słynny marsz, jest mnóstwo i wszystkie są rozbieżne, co daje pole do popisu w zakresie ukazania kto był znajomym Korczaka i czy pojawił się na Umschlagplatzu, by profesora pożegnać. Mi ten wątek wydał się nieco niepotrzebny, tak, jakby twórczynie filmu chciały się pochwalić, że zrobiły niezły research na temat historii okupacji niemieckiej w Polsce. Na dodatek nie do końca jest wyjaśnione kim jest ten człowiek i te dzieci, które pojawiają się na ekranie, a następnie wsiadają do wagonów bydlęcych, w związku z czym zagraniczny widz nie znający postaci Janusza Korczaka może się poczuć zagubiony. Cóż, prawdopodobnie nie czepiałabym się tego wątku, gdybym nie obejrzała wcześniej „Dzieci Ireny Sendlerowej” i przez to nie miała porównania 🙂 Niemniej jednak film jako całość jest wspaniały i z pewnością warto się na niego wybrać do kina. Hollywood, którego przedstawicielkami są przecież Niki Caro i Jessica Chastain, naprawdę odwaliło kawał dobrej roboty.

W każdym szanującym się filmie o likwidacji warszawskiego getta musi się pojawić wątek przemarszu Janusza Korczaka i jego dzieci na Umschlagplatz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s