Nie zapomnijcie nas, czyli o „Hardej” i „Królowej” Elżbiety Cherezińskiej, a także o kobiecości i feminizmie w popkulturze.

Książki Cherezińskiej łykam jak pigułki już od jakichś 7 lat. Początek pamiętam dobrze, bo pierwszy z tytułów, czyli „Sagę Sigrun”, przez przypadek znalazłam na półce w Empiku. Zorientowawszy się, że fabuła osadzona jest w realiach wczesnośredniowiecznych i wikińskich (mój konik, jak już pewnie zdążyliście się zorientować, razem z tematem Słowian), postanowiłam zakupić, a następnie wziąć ze sobą na wyprawę do Japonii (lato 2010 roku – często tak mam, że zapamiętuję w jakich okolicznościach czytałam daną książkę). Za nią poszły kolejne części „Północnej Drogi”: „Ja jestem Halder”, „Pasja według Einara”, „Trzy młode pieśni”. Na 3-dniowy wypad do Pragi czeskiej wzięłam „Grę w kości”, czyli historię Zjazdu Gnieźnieńskiego z Bolesławem Chrobrym i Ottonem III w rolach głównych, która mnie, swoją drogą, bardzo rozśmieszyła (od pewnego czasu wrzucam małe recenzje też na Lubimy Czytać, tak więc moje zdanie o tym tytule możecie tam przeczytać). Następnie czas przyszedł na cykl „Odrodzone Królestwo” („Korona Śniegu i Krwi” oraz „Niewidzialna Korona”), aż w końcu w witrynie księgarni, w obecności mojego lubego i Teściowej, która od razu chciała mi je sprezentować (z tego miejsca pozdrawiam Teściową 😀 ) dostrzegłam „Hardą” i „Królową”. Oczywiście nie wszystkie te książki oceniłam wysoko, nie zakończyłam też jeszcze przygody z twórczością pani Cherezińskiej – wciąż czekają na mnie „Turniej cieni” i „Legion”, tematycznie niezwiązane z Wikingami i Słowianami, a także trzecia część „Odrodzonego Królestwa”, która zapewne niedługo pojawi się w księgarniach. Jednakże dopiero po przeczytaniu dwuksięgu o Świętosławie dostrzegłam istny kunszt literacki tej pisarki. „Harda” i „Królowa” łączy bowiem pozostałe 7 książek, wydawałoby się, że tematycznie kompletnie odmiennych. Cherezińska na podstawie polskiej historii narodowej tworzy spójne uniwersum: bohaterowie jednej książki pojawiają się w drugiej, a wydarzenia z wczesnego średniowiecza mają swoje konsekwencje podczas rozbicia dzielnicowego.

Cherezinska_Krolowa-001
Elżbieta Cherezińska + jej dwa najnowsze dzieła

Świętosława, córka Mieszka I i siostra Bolesława Chrobrego, matka trzech królów (Olofa, władcy Szwedów, Haralda – Dunów, a także rządzącego w Anglii Knuta Wielkiego), królowa czterech tronów to postać na wpół legendarna. Historycy spierają się, czy istniała naprawdę, a jeśli już, to czy przypadkiem jej osoba nie stanowi rezultatu stopienia się w jedno paru innych historycznych kobiet. Problemem jest tu mnogość imion, pod jakimi występuje w sagach i innych materiałach źródłowych: Świętosława, Sigrida Storrada, Gunhilda. Cherezińska jednak wszystko zgrabnie tłumaczy (w tamtych czasach powszechnym zwyczajem była zmiana imienia przez kobietę po ślubie, a córka Mieszka miała być żoną najpierw szwedzkiego Erika, a następnie duńskiego Swena Widłobrodego), tworząc silną, charyzmatyczną bohaterkę. Oczywiście niepozbawioną wad (nie tyle ubodła mnie jej hardość, ile całkowite odwrócenie się od siostry, Geiry, a następnie brak zainteresowania jej śmiercią), popełniającą nawet poważne błędy i czasami podejmującą tragiczne w skutkach decyzje, ale naprawdę niezwykłą. Pisarka na podstawie niejasnych i niepewnych informacji historycznych rekonstruuje bohaterkę na tyle silną, że ta jest w stanie mówić w imieniu wszystkich innych zapomnianych kobiet. Nie na darmo „Harda” zadedykowana jest: „Wszystkim bezimiennym, zapomnianym księżniczkom piastowskim. Mniszkom, żonom, matkom, władczyniom, o których historia milczy. Dziewczynom oznaczonym w biogramach dynastii smutnym N.N.”

Sigrid_and_olaf-1-720x340
Sigrida Storrada i Olaf Tryggvason. Część grafiki autorstwa Erika Werenskiolda.

Świętosława nie jest jedyną kobietą, której Cherezińska oddaje głos. W dwuksięgu wypowiada się również Astryda, przyrodnia siostra głównej bohaterki, postać także, skądinąd, wspominana w historii jako żona Sigvalda, jarla Jomsborga. W „Północnej Drodze” swoje książki mają Sigrun i Halderd, a Gudrun jest jedną z trzech narratorów „Trzech młodych pieśni” (choć te akurat postacie historyczne nie są). Natomiast w „Odrodzonym Królestwie” niebagatelną rolę odgrywają zarówno zielone panny (Kalina, Jemioła i inne), jak i obie Rikissy (plus Lukardis na początku). Oczywiście całkowicie kobieca perspektywa nie jest tu możliwa chociażby ze względów narracyjnych. Sama Cherezińska w posłowiu przyznaje, że choć początkowo „Harda” i „Królowa” miały być tylko z punktu widzenia Świętosławy, to rozpiętość lokalizacyjna historii (Polania, Szwecja, Dania, dwór Ottona III, Anglia etc.) wymogła oddanie głosu także takim postaciom jak Swen lub Knut. Pojedyncza perspektywa udać się mogła przede wszystkim w „Sadze Sigrun” lub „Ja jestem Halderd”, gdzie główne bohaterki przebywały raczej w jednym miejscu, a rozgrywające się na arenie krajowej lub międzynarodowej wydarzenia widziały one przez pryzmat postaci drugoplanowych – np. Sigrun i Halderd wiedzę o świecie zdobywały od podróżującego Einara lub swoich mężów-wojowników. W przypadku „Północnej Drogi” mamy jednak do czynienia z hermetyczną rzeczywistością kobiecą. Choć Halderd ma od Sigrun więcej charyzmy i ambicji, jej życie również jest ograniczone do kwestii dzieci, gospodarstwa i bycia po prostu panią domu. Większą siłę przebicia, ale także oczywiście możliwości życiowe, posiada Świętosława – księżniczka piastowska, królowa czterech tronów, matka trzech królów (tak, mi też to zabrzmiało jak zwyczajowe wymienianie przez Daenerys jej tytułów ;)). Postać na tyle uprzywilejowana życiowo, butna i bezpośrednia, że chce i umie mówić w imieniu wszystkich innych kobiet. Jest feministką swoich czasów. Podziwia potężną cesarzową Teofano i buntuje się przeciwko wizji bycia zapomnianą tylko z powodu swojej płci (scena na kopcach przodków, gdy Mieszko uświadamia córce, że żony Piasta, Siemowita, Siemomysła i Lestka pochowane są wraz z nimi, ale w zasadzie głównie jako „dodatki” do samych męskich nieboszczyków). Ma dosyć ambiwalentny stosunek do ówczesnego uprzedmiotawiania kobiet i wystawiania ich na rynku matrymonialnym: z jednej strony pragnie poślubić z miłości Olafa Tryggvasona, mimo że z początku jest on kiepskim kandydatem pod względem politycznym. Buntuje się i nienawidzi ojca wraz z siostrą Geirą, że odebrali jej ukochanego. Z czasem zaczyna też jednak rozumieć realia średniowiecznej, europejskiej sceny politycznej. Wie, że małżeństwo jest nieodzownym elementem sprawowania władzy i zawierania sojuszy. Nie znaczy to jednak, że porzuciła swoje przekonania i wsparcie dla idei silnej kobiecości, w jej oczach utożsamianej przez Teofano.

white-queen-kingedwardiv28maxirons292celizabethwoodville28rebeccaferguso
Kadr z serialu „Biała królowa”

Śmiem twierdzić, że „Harda” oraz „Królowa” to najlepsze książki Cherezińskiej, dzięki którym pisarka doczekała się uznania także poza kręgami jej najwierniejszych fanów – na premierze drugiej części dwuksięgu w Pałacu Krasińskich w Warszawie pojawili się nawet prezydent Duda oraz Pierwsza Dama. Krótko mówiąc, niby zwykła książka, ale zrobiła się z tego ciut gruba, narodowa sprawa.

Z moich obserwacji świata literatury i filmu wynika, że obecnie nie tylko Elżbieta Cherezińska promuje bardzo kobiece spojrzenie na rzeczywistość i historię. W sumie najbardziej klasycznym przykładem tego trendu jest twórczość Philippy Gregory. Napisała ona mnóstwo książek, w których głównymi bohaterkami są kobiety z historii Wielkiej Brytanii, te bardziej i mniej znane, silne i słabe, bogobojne i oddające się gusłom, wyrachowane i niewinne – ale zawsze uwikłane w wielką politykę kraju, żyjące w zdominowanym przez mężczyzn społeczeństwie. Za literaturą poszły ekranizacje. Dosyć dawno temu mieliśmy okazję oglądać „Kochanice króla” („The Other Boleyn Girl” – skupiające się nie na sławnej Annie, a na jej siostrze, raczej zapomnianej Marii) z Natalie Portman w roli Anny Boleyn i Scarlett Johansson w roli Marii Boleyn. Następnie BBC wyprodukowało „Białą królową” (stanowiącą w zasadzie fuzję trzech książek Gregory: „Białej królowej”, „Czerwonej królowej” i „Córki twórcy królów”), na której do szerokiego świata show biznesu wybiła się Rebecca Ferguson. Teraz natomiast mamy kontynuację tegoż tytułu pod postacią „Białej księżniczki”, serialu opowiadającego o losach Elżbiety York, córki Elżbiety Woodville z „Białej królowej” i żony pierwszego króla z dynastii Tudorów.

sagasell_2560x1440
Kadr z serialu „Biała księżniczka”. Michelle Fairley musi być naprawdę dobrą aktorką – swoją bohaterkę odgrywa tak przekonująco, że na serio jej nie cierpię. Małgorzata Beaufort w „Białej królowej” i „Białej księżniczce” to tak naprawdę charakterologicznie dwie różne postacie.

Na naszym rodzimym gruncie natomiast, oprócz książek Cherezińskiej, pojawia się coraz więcej tytułów dotyczących kobiet żyjących w różnych okresach historycznych. Prym wiedzie seria „Prawdziwe historie” wydawnictwa Znak, gdzie przeczytać możemy o: „Dziewczynach z Powstania”, „Dziewczynach wojennych”, „Kobietach dyktatorów”, „Pierwszych damach II Rzeczypospolitej”, „Upadłych damach”, „Najpiękniejszych kobietach z obrazów”, „Damach złotego wieku”, „Dziewczynach z Syberii”, „Żelaznych damach”, „Damach ze skazą”, „Niegrzecznych księżniczkach” i „Dziewczynach z Solidarności”. Jak widać, uzbierało się tego całkiem sporo, a swoje 3 grosze postanowiła dorzucić Fronda, wydając dwie części „Dziewczyn wyklętych”. Dodatkowo w ostatnią niedzielę TVP wyemitowało finał pierwszego sezonu „Dziewczyn wojennych”, serialu zainspirowanego wymienioną wyżej książką Łukasza Modelskiego o tym samym tytule. Miał on być odpowiedzią na popularny „Czas honoru”, gdzie pierwsze skrzypce grali męscy bohaterowie.

The White Princess 2017
Kadr z serialu „Biała księżniczka”

Feminizujący trend w popkulturze to nie tylko pokazywanie w książce lub filmie pewnych wydarzeń historycznych z punktu widzenia konkretnej, żyjącej niegdyś kobiety (lub fikcyjnej postaci kobiecej, ale w pewnym stopniu wzorowanej na prawdziwym człowieku). To również przerabianie znanej już bohaterki w taki sposób, by uwypuklić jej kobiecą naturę. Mam tu na myśli przede wszystkim najnowszą adaptację „Ani z Zielonego Wzgórza” Netflixa. Oglądając ten serial bardzo często nachodziła mnie myśl „zaraz, tego tutaj chyba nie było?”, mimo że całą serię o Ani czytałam jakieś 20 lat temu i sporo szczegółów mogło u mnie pójść w zapomnienie. Oczywiście główna oś fabularna zostaje zachowana (poza [SPOILER] zachowaniem Mateusza przy życiu na końcu sezonu…), ale twórcy netflixowej ekranizacji pododawali do postaci Ani i Maryli mnóstwo feminizujących szczegółów. Przede wszystkim główna bohaterka nieustannie próbuje udowodnić, że jako dziewczynka nie jest w niczym gorsza od chłopców. Złości się, że Cuthbertowie mimo wszystko zatrudnili do pomocy parobka i sama wyrywa Jerry’emu (którego chyba nawet nie było w książkach, z tego co pamiętam) widły. Rzecz jasna rywalizuje z Gilbertem tak jak w książce, ale w niektórych momentach widać, że konflikt ten spowodowany jest silną chęcią Ani do pokazania wszystkim, że dziewczyna też może być w szkole wybitna. Ponadto dodano wątki pierwszej miesiączki Ani, która w tym momencie stała się prawdziwą kobietą, a także rozmowy bohaterki z pastorem na temat przyszłości i małżeństwa. Przy czym, oczywiście, gadatliwy rudzielec ostatecznie uznał, że nie zamierza być kiedyś czyjąś żoną, a po prostu sobą – rozmarzoną, niezależną, przeżywającą różne przygody Anią Shirley-Cuthbert z Zielonego Wzgórza. Marylę natomiast twórcy serialu obarczyli dylematami związanymi z macierzyństwem. Przygarnięcie pod swój dach dziecka spowodowało między innymi, że została zaproszona do klubu postępowych matek przez lokalne sufrażystki. Ostatecznie jednak okazują się one być nie tak bardzo postępowe, jak by chciały, a na prawdziwą feministkę wyrasta ciotka Józefina – kobieta, która nigdy nie wyszła za mąż (mieszkała ze zmarłą już przyjaciółką, za którą bardzo tęskni. Aż chciałoby się zacząć podejrzewać tę bohaterkę o homoseksualną orientację) i z którą Ania trzyma przysłowiową „sztamę”.

tumblr_ojbqqu0Bed1tkt50so1_1280
Oto i one, morowe panny 😉 . Każdego Niemca ustrzelą, każdej zasadzce umkną, z każdego kłopotu się wykaraskają. No i dowództwa się nie słuchają, za co normalnie już dawno wyleciałyby z AK… Jedna to równa dziewucha z Czerniakowa, druga – panienka z dobrego, inteligenckiego domu, a trzecia – Żydówka z zamożnej rodziny łódzkich bankierów. Kadr z serialu „Wojenne dziewczyny”

Dzisiaj natomiast swoją premierę w Polsce ma „Wonder Woman” – superbohaterska, komiksowa opowieść o silnej kobiecie, na ekranizację której postać ta czekała wiele, wiele lat. Obejrzenie tego filmu jeszcze przede mną, ale na podstawie moich ogólnych obserwacji mogę chyba wysnuć wniosek, że nie jest tak źle, jak obawialiby się tego social justice warriors. Feminizm w popkulturze zatacza coraz szersze kręgi, a „dziewczyny oznaczone w biogramach dynastii smutnym N.N.” powoli zaczynają wychodzić z cienia.

anne-with-an-e
Kadr z serialu „Ania, nie Anna” („Anne with an e”)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s