Run, Lara, run!

Wreszcie udało mi się obejrzeć najnowszego „Tomb Raidera”. Kwiecień tak bardzo obfitował w interesujące mnie premiery, że (w połączeniu z tak zwanym codziennym życiem) trudno było mi się wybrać na wszystko do kina. Na nowe przygody Lary poszłam w sumie całkowicie dla przyjemności oraz odprężenia i…. nie zawiodłam się. Otrzymałam dokładnie to, czego się spodziewałam, czyli lekką przygodówkę, w której główna bohaterka skacze, strzela, wyczynia najdziwniejsze akrobacje i bije złych facetów. No i, rzecz jasna, staje naprzeciw licznym niebezpieczeństwom w starożytnych grobowcach. Film jest oczywiście jak najbardziej przewidywalny, ale raczej nie o nie wiadomo jak zaskakujące zwroty akcji tu chodzi. Twórcom filmu zależało przede wszystkim na tym, byśmy dopingowali głównej bohaterce przy osiąganiu przez nią celu, jakim jest odnalezienie zaginionego ojca na odległej tajemniczej i zabójczej wyspie japońskiej.

Tomb-Raider

Film z Alicią Vikander w roli głównej pokazuje samiuteńkie początki archeologicznej kariery pani Croft i jest nawiązaniem do tych części kultowej gry, które wydane zostały w 2013 roku. Tu Lara jest bardzo młoda (ma 19 lub 21 lat?), dziewczęca i jednocześnie zawzięta. Jeszcze brakuje jej charakterystycznego warkocza, dwóch pistoletów i zielonych szortów, z których znamy starszą wersję słynnej pani archeolog. Dwa pierwsze elementy jej klasycznego wizerunku dostajemy jednak na sam koniec filmu, gdy twórcy chcą nam wyraźnie zasugerować, że w przyszłości zamierzają zająć się sequelem. Lara wyraźnie cierpi z powodu zaginięcia ojca 7 lat wcześniej. Ta tęsknota, w połączeniu z uporem, odwagą i nawet pewnym brakiem rozsądku, pcha ją do zaangażowania się w sprawę poszukiwań ciała demonicznej królowej Himiko* i dalekiej wyprawy na niedostępną oraz niebezpieczną wyspę japońską. Jednocześnie bohaterka przechodzi wyraźną przemianę. Ze zbuntowanego i rozżalonego dziecka przeistacza się w twardą młodą kobietę, która po raz pierwszy odbiera komuś życie. Lara w pewnym sensie odcina pępowinę, choć oczywiście robi to z bólem – musi pozwolić swemu ojcu umrzeć nie tylko po to, by zaraza Himiko nie rozniosła się na świat, ale też, by narodzić się jako znana nam już z pierwszych części gry postać: niezależna, zabójczo skuteczna i bezwzględna, gdy wymagają tego okoliczności (zabicie głównego antagonisty filmu, czyli Vogela – było, nie było, ale ojca i męża, który postępuje tak, a nie inaczej z powodu swojego desperackiego pragnienia powrotu do rodziny). Z tego też względu dopiero pod koniec filmu widzimy Larę kupującą dwa pistolety, z włosami zaplecionymi w warkocz. Zniknięcie ojca jest również niezbędne do tego, by dziewczyna w końcu zdała sobie sprawę czego naprawdę w życiu chce. Bowiem do czasu wydarzeń w grobowcu Himiko, Lara żyła raczej z dnia na dzień, od jednej pracy dorywczej do drugiej.

*Ciekawostką jest fakt, że Himiko, jej tysiąc służek, a także królestwo Yamatai istniały naprawdę, tak więc nie jest to postać całkowicie wyssana z palca. Była to pierwsza udokumentowana historycznie władczyni Japonii, żyła i panowała mniej więcej w latach ’80 II wieku. Tylko, oczywiście, jak to z takimi filmami przygodowymi bywa, mroczne i groźne moce Himiko wymyślone zostały przez scenarzystów. Prawdopodobnie do podkręcenia tego wątku zainspirował ich fakt, że królowa parała się szamanizmem.

tmp_FsV8lh_f129b20c70f0b480_MCDTORA_EC052

Film, jak wspomniałam, jest dość przewidywalny, co nie zmienia jednak faktu, że naprawdę zgrabnie poprowadzono łuk przemiany postaci. Również obsadzenie w głównej roli Alicii Vikander wydaje mi się świetnym pomysłem, pomimo durnej gadaniny niektórych obrońców dużych piersi Lary Croft*. Szwedzka aktorka w swojej roli jest zarówno delikatna i dziewczęca, jak i twarda, zacięta oraz nieustępliwa. Sympatyczna, ale i bezwzględna. Naiwna, ale też inteligentna. Lara Croft, która do tej pory w dużej mierze pełniła rolę obiektu męskich fantazji erotycznych, wreszcie przeistoczyła się w bohaterkę z krwi i kości. Tym bardziej, że nie jest tutaj superbohaterką, kładącą pokotem wszystkich przeciwników. Z łatwością dostaje wciry od wielu innych postaci, nierzadko balansując na granicy życia i śmierci, odwagi i niepotrzebnej brawury. Jednocześnie jednak jej sprawność fizyczna zostaje ładnie wyjaśniona już na początku, dzięki czemu nie musimy się zastanawiać jak właściwie takie 19-letnie dziewczę jest w stanie przeżyć w dziczy i przezwyciężyć trudności, które stawia przed nią los (znaczy się, scenarzysta 😉 ). A tych jest niemało. „Tomb Raider” wręcz kipi dynamicznymi scenami akcji (zdziwiłabym się, gdyby było inaczej). Jednocześnie jednak kpi jakby sam z siebie. Najlepiej obrazuje to scena w wiszącym nad wodospadem samolocie, gdy wszystko wskazuje na to, że wrak jednak zaraz runie w wodną czeluść, a Lara tylko pyta z niedowierzaniem: „No nie, serio?!”.

*Proszę darować sobie seksistowskie komentarze w stylu „ale przecież Lara miała ogromne cycki, a Vikander jest płaska jak deska”.

tombraider036

P.S. – Pozdrawiam dwie młode damy, które w sobotę, 28 kwietnia, były na seansie „Tomb Raidera” w Galerii Mokotów i najwyraźniej postanowiły „uprzyjemnić” innym widzom seans swoim głośnym gadaniem oraz złośliwymi (w ich mniemaniu najpewniej błyskotliwymi) komentarzami. Mama najwyraźniej nie nauczyła zasad savoir vivre’u w kinie, a nic nie wkurza mnie bardziej, niż ludzie przeszkadzający innym podczas oglądania filmu. Kusi mnie, żeby kiedyś strzelić jakąś notkę na podobny temat.

TombRaider_201802_fixw_730_hq

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s