Na plaży Chesil, gdzie wszystko się skończyło

Przed pójściem na seans słyszałam, że ten film to flaki z olejem. I owszem, bywa nudno, bywa niezręcznie, ale tylko jeśli pomyślimy o „Na plaży Chesil” jako o filmie romantycznym. Tak, niestety, jest on tagowany na licznych innych stronach. Niesłusznie, moim zdaniem. Najnowsze dzieło Dominica Cooke’a to bowiem bardziej film psychologiczny, stanowiący swego rodzaju studium młodego człowieka po raz pierwszy wkraczającego w sferę intymności. I na dodatek jeszcze żyjącego w takich czasach, w których szczera i swobodna rozmowa na temat seksualności jest niemalże niemożliwa. Dlatego reklamowanie tego filmu jako „zmysłowego romansu” (serio, dopiero co widziałam takiego określenie) woła o pomstę do nieba, ponieważ niepotrzebnie wprowadza widzów w błąd. Nic dziwnego, że potem okazuje się, że się na seansie nudzili. Trochę im się oczekiwania z rzeczywistością nie spotykają. No, ale cóż, skoro bohaterami są pozostający w związku kobieta i mężczyzna, to oczywiście „musi” to być „zmysłowy romans”.

1

„Na plaży Chesil” to ekranizacja książki Iana McEwana, autora słynnej „Pokuty”, którą również przeniesiono na duży ekran. Na temat powieści trudno mi cokolwiek powiedzieć, gdyż jej po prostu nie czytałam. Nie potrafię zatem ocenić, czy książkowe subtelności zostały dobrze uchwycone w ekranizacji. Mogę jedynie podejrzewać, że tak, skoro również scenariusz został napisany przez Iana McEwana. Oczywiście należy podkreślić, że scenariopisarstwo oraz proza mocno się różnią i niekoniecznie to, co pojawia się w powieści, dobrze działa na ekranie. I odwrotnie. Jednakże sam film na pewno wręcz bębni od niełatwych emocji i wystarczy się w nie zagłębić, by uznać, że nie jest to tak nudna historia, jak twierdzą niektórzy. Duża w tym zasługa aktorów: po pierwsze, młodziutka (ona jest młodsza ode mnie T_T !) Saoirse Ronan, którą na serio podziwiam za to, jak prze do przodu w tym biznesie i jak bardzo się aktorsko rozwija. Rzecz jasna zdarzają się wpadki i mniej ambitne projekty, ale kto ich nie zalicza? Po drugie, Billy Howle, którego filmografia jest dość niewielka, co nie znaczy jednak, że nie potrafi wykrzesać ze swojej postaci realnych emocji. Oboje dźwigają ten film na swoich barkach i prawda jest taka, że gdyby nie oni, to jednak „Na plaży Chesil” okazałoby się jedną wielką klapą. Akcja toczy się bowiem powoli, nieustannie skaczemy między flashbackami a właściwymi wydarzeniami pewnego brzemiennego w skutki wieczoru. To nie mogłoby się w ogóle udać, gdyby nie dwójka zdolnych aktorów, jedynie dopełnianych przez artystów odgrywających nieliczne role drugoplanowe.

MV5BMjQ5ODI5MjExMl5BMl5BanBnXkFtZTgwNDMyODc4NDM@._V1_SX1500_CR0,0,1500,999_AL_

Jest on i ona: utalentowana muzycznie panienka z dobrego (i bogatego) domu oraz biedny student historii, którego ojciec jest „tylko” nauczycielem, a matka cierpi na poważny uraz mózgu. I tak, są w sobie zakochani, niemalże od pierwszego wejrzenia. Jedno wręcz szaleje z miłości za drugim, co mamy szansę obserwować w licznych flashbackach. Stopniowo jednak w relacji między nimi pojawia się skaza, a dotyczy ona konkretnej sfery życia: intymności. Od Florence bije chłód i pewne zamknięcie się w sobie, choć przecież jest przemiłą i bardzo życzliwą osobą. Boi się, nie potrafi dopuścić blisko siebie nawet ukochanego. Dlaczego? Tego dowiadujemy się pośrednio za pomocą sugestii zawartych we wspomnieniach bohaterki. Natomiast skrzywdzony przez życie Edward ewidentnie ma kompleks niższości, leczony nie tylko za pomocą edukacji wyższej (wdający się w uliczne bójki chłopak pragnie być jak jego kolega-erudyta i w końcu idzie na studia historyczne), ale i rozbuchanej seksualności. Temu bohaterowi po prostu nie mieści się w głowie, że nie ma prawa do ciała nawet własnej małżonki. Unosi się dumą, odbierając pełną dystansu postawę dziewczyny jako wyjątkową niesprawiedliwość i wyrządzaną mu krzywdę. Takie zachowanie, takie doświadczenia obojga małżonków zwyczajnie nie mogą prowadzić do niczego dobrego, nawet pomimo głębokiej miłości, jaką żywią do siebie nawzajem. Florence i Edward są po prostu zbyt różni, jak dzień i noc. Ich wspólna historia jest skazana na koniec, a każda ścieżka, jaką obiorą, prowadzi właśnie na plażę Chesil.

on-chesil-beach-review-f1bd11d8-fa41-4e94-b9b9-a27fb9d11da6

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s