Krew, flaki i symbolika, czyli o „Suspirii”

Najnowsza „Suspiria” Luci Guadagnino to film, którego, mówiąc wprost, osobiście nie podejmuję się oceniać. Podobnie jak „Mother!” Darrena Aronofsky’ego, jest to bowiem produkcja tak cholernie niejednoznaczna, że można ją albo kochać, albo nienawidzić. Pierwsze uczucie dotyczyć będzie na pewno fanów oryginalnej „Suspirii” z 1977 r., w reżyserii Dario Argento. No cóż, porównań między jednym filmem a drugim siłą rzeczy się nie uniknie, ale warto podkreślić jedno: produkcja z 2018 r. nie jest remakiem, tylko reinterpretacją. Ma swój własny charakter, co nie zmienia jednak faktu, że Guadagnino w wielu scenach dość mocno odwołuje się do świętującego triumfy w latach ’70 i ’80 ubiegłego wieku kina giallo, którego przedstawicielem jest oczywiście „Suspiria” Argento. A giallo już niekoniecznie musi się dzisiaj podobać, bo typowa dla niego estetyka jest zwyczajnie śmieszna, jeśli spojrzeć na nią ze współczesnego punktu widzenia ludzi wychowanych na innego rodzaju horrorach.

suspiria_unit_07727r_photo-credit_sandro_kopp-h_2018

To już drugi raz, gdy mój partner życiowy po wyjściu z kina zapytał: „Jezus Maria, na co Ty mnie zabrałaś??!!”. Pierwszy raz był właśnie po „Mother!” Aronofsky’ego, dokładnie rok temu. Zaczęliśmy potem wspólnie rozkminiać poszczególne sceny i nagle negatywne „Jezus Maria” zamieniło się w pozytywne „Jezus Maria, ale to zajebisty film!”. Podobnie było z „Suspirią”, choć może jednak mój partner nie uważa jej akurat za produkcję ociekającą zajebistością 😉 . Film Guadagnino został bowiem, moim zdaniem, niesprawiedliwie skategoryzowany jako horror. Cóż, oczywiście, mamy w nim i znikające w tajemniczych okolicznościach dziewczyny, i upiorne, pełne makabrycznych sekretów nauczycielki, i ogólnie najrozmaitsze sceny przyprawiające o ciarki. Na pewno niesamowity był sceniczny występ bohaterek, oplecionych czerwonymi sznurkami. Najnowsza „Suspiria” charakteryzuje się jednak wysokim stężeniem wprowadzonej przez reżysera symboliki. To tak naprawdę kino bardziej metaforyczne, niż horror. W przeciwieństwie jednak do „Mother!” całość nie wydaje się zbytnio uporządkowana. Przypomina raczej klocki, które przed widzem rozrzucił reżyser i kazał mu je sobie poukładać.

Suspiria

No bo czego tu nie ma! Cały symboliczny kocioł, z którego jednak najmocniej wybijają się feminizm i ekstremizm. Głównie ten drugi zostaje poddany ewidentnej krytyce ze strony reżysera. W trakcie filmu pojawiają się liczne nawiązania do nazizmu i II wojny światowej, a z radia lub telewizji nieustannie sączą się doniesienia o porwaniach i napadach dokonywanych przez grupę terrorystyczną Baader-Meinhof. Nie na darmo  zresztą akcja przeniesiona została do Berlina lat ’70 (w „Suspirii” Argento wszystko dzieje się w Wiedniu). Równie ważną rolę odgrywa w filmie Guadagnino taniec. Madame Blanc, grana przez Tildę Swinton, mówi do głównej bohaterki: „Gdy tańczysz cudzy taniec, czynisz się obrazem jego twórcy”. Mówiąc krótko: jesteś naczyniem, które napełnione zostaje cudzymi ideami. Słowa te są bezpośrednim odniesieniem do procesu „zarażania” innych ludzi ekstremistycznymi ideologiami. Drugowojenny nazizm oraz działalność Baader-Meinhof z lat ’70 XX wieku to w „Suspirii” zaledwie przykłady. Zaprezentowaną w tym filmie symbolikę tańca odnieść można równie dobrze do zbrodni ISIS, religijnego fanatyzmu, stalinizmu lub XVIII-wiecznej Rewolucji Francuskiej. Scena kulminacyjna, będąca wręcz kwintesencją giallo i gore, może co prawda budzić śmiech swoją obrzydliwą groteskowością, ale z drugiej strony wręcz idealnie podsumowuje pewną starą prawdę: że (Matka) Rewolucja zjada w końcu własne dzieci…

suspiria-2018-1

„Suspiria” w reżyserii Guadagnino nie każdemu będzie się podobać. To dziwne kino o specyficznej estetyce, łatwej do wyśmiania i okrzyknięcia najbardziej kiczowatą na świecie. Pewna moja znajoma scenarzystka (pozdrawiam Cię, Magdo 😉 ) wprost określiła tę produkcję jako „najgorszy film z najlepszą rolą główną” ;P (to swoją drogą prawda: Dakota Johnson jako Susie Bannion poradziła sobie świetnie. Udowodniła, że nie jest taką znowu marną aktoreczką od „50 twarzy Greya”). Ja przez większość seansu czułam się raczej zażenowana (jak pewnie wielu innych widzów), ale za to dużo frajdy dostarczyło mi potem układanie rozrzuconych przede mną klocków. Sądzę, że „Suspirię” Guadagnino powinno się raczej potraktować jako ciekawy eksperyment artystyczny, niż jako po prostu film (horror) do obejrzenia wieczorową porą. Tym sposobem uniknąć można dość sporego rozczarowania.

1288180_suspiriacamazonstudios_582970

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s