Różne oblicza filmu, czyli o 12. Festiwalu Filmowym Pięć Smaków

Warto rzec parę słów na temat 12. edycji Festiwalu Filmowego Pięć Smaków, który zakończył się w zeszłym tygodniu. Wielu ludzi kino azjatyckie kojarzy stereotypowo przede wszystkim z japońską mangą, czy też szerzej po prostu z animacją. I oczywiście filmy animowane to istotny element wschodnioazjatyckiej kultury, ale chińska, japońska, tajska, czy jakakolwiek inna kinematografia z tamtego rejonu świata nie ogranicza się tylko do niej. Panuje tutaj taka sama różnorodność, jak w Ameryce i Europie, a kino pełni rozmaite funkcje, z czego najbardziej oczywistą jest ta rozrywkowa. I tak podczas festiwalu wyświetlono film „Braterstwo ostrzy: piekielna bitwa” (reż. Lu Yang, Chiny 2017), pełniący funkcję reprezentanta gatunku wuxia, nazywanego przeze mnie kinem kopiąco-latającym 😉

maxresdefault

Wuxia jako ważny przykład chińskiej popkultury zostało zaprezentowane zachodniej widowni po raz pierwszy 18 lat temu, w 2000 roku, gdy w kinach pojawił się słynny „Przyczajony tygrys, ukryty smok”. Od tamtej pory polscy widzowie mogli obejrzeć już parę takich filmów, np. „Hero” (2002), „Dom latających sztyletów” (2004) lub „Trzy królestwa” (2008). Zasady są zawsze takie same: akcja osadzona w dawnych Chinach i dużo sztuk walki, osiągających niekiedy wymiary naprawdę rozbudowanej choreografii. Całkiem sporo chińskich aktorów specjalizuje się w filmach wuxia, wskutek czego w wielu produkcjach pojawiają się wciąż te same twarze. Zresztą na „Przyczajonym tygrysie, ukrytym smoku” wybiła się do Hollywood śliczna Ziyi Zhang (jeśli ktoś jej nie kojarzy: zagrała między innymi w amerykańskiej ekranizacji „Wyznań gejszy”), a w roli jej ówczesnego filmowego ukochanego wystąpił Chen Chang, którego oglądać możemy właśnie w rzeczonym „Braterstwie ostrzy: piekielnej bitwie”. Produkcja ta jest w ogóle prequelem do filmu z 2014, o czym dowiedziałam się dopiero na sali kinowej. Nie stanowi to jednak jakiegokolwiek problemu, bo fabuła stanowi zamkniętą całość. Choć pojawia się mnóstwo różnych postaci, a sama intryga jest dość zawiła, to w pewnym momencie coś w mózgu zaskakuje i naprawdę daje radę się w całości połapać 😉 . Na pewno jest to pozycja obowiązkowa dla miłośników gatunku.

thumb_247295_600x350_0_0_crop

Film to również (na równi z literaturą) niepoprawny komentator życia społecznego. W „Strażniku Dahufa” (reż. Busifan, Chiny 2017) tytułowy bohater przemierza góry w poszukiwaniu swojego księcia. Zbiega odnajduje w mrocznej, dystopijnej krainie, rządzonej przez autorytarnego władcę. Jej mieszkańcy to dziwne ludki, przyszywające sobie usta i oczy, aby upodobnić się do zwykłych ludzi. Jak się w końcu okazuje – hodowane na przysłowiowe mięso. Ten film to ciekawy przykład niezależnego kina chińskiego. Pod pięknymi malarskimi plenerami, surrealistycznym przedstawieniem postaci oraz bryzgającą krwią skrywa celną krytykę współczesnych Chin. Nie dziwi zatem, że do filmu przyczepiła się w końcu Liga Młodzieży Komunistycznej (choć z drugiej strony dziwi, że w ogóle został przepuszczony przez cenzurę).

MV5BYTcwODAwMjEtNTRiZi00OTZkLWJmZDItY2IwNmU2Zjg5ODVlXkEyXkFqcGdeQXVyNzI1NzMxNzM@._V1_

Podobną krytykę, choć ukierunkowaną bardziej na czasy Rewolucji Kulturalnej, zawiera „Młodość” Fenga Xiaoganga (Chiny 2017), nazywanego „chińskim Spielbergiem”. Reżyser tworzy portret własnych młodzieńczych lat – ciepły, pełen żywych kolorów i nostalgii. Bohaterowie są członkami służącego w armii, elitarnego zespołu artystycznego. Nie postrzegają jednak swojego udziału w szerzeniu komunistycznej propagandy jako czegoś złego. To zwykłe nastolatki, skupione przede wszystkim na pierwszych miłościach, zawodach i innych problemach wieku młodzieńczego. Co więcej, udział w występach zespołu paradoksalnie daje im także ważne poczucie przynależności. Skoszarowani wokół swojej sali prób, żyją jak w bańce, do której tylko czasem docierają okrucieństwa rzeczywistości – głównie pod postacią wieści o reedukacji znajdujących się daleko rodziców. Ta bańka pryska dopiero w momencie wydalenia z grupy dwójki bohaterów: Feng Liu oraz Xiaoping He. Ona jest nielubiana przez koleżanki i wyraźnie sobie nie radzi na służbie. On zakochuje się i rzekome „niecne żądze” zostawiają głęboką rysę na jego wizerunku żołnierza doskonałego. Oboje trafiają wprost na front wojny chińsko-wietnamskiej, co zmienia ich już na zawsze. Film jest słodko-gorzką opowieścią o przeżywaniu przez człowieka własnej młodości w okresie jakże traumatycznym dla historii kraju. Pod tym względem dość mocno przypomina mi on naszą polską produkcję, czyli „Wszystko, co kocham” Jacka Borcucha. Przebija jednak przez niego dość dużo politycznych podtekstów, przez co jest to tytuł dość niewygodny dla chińskich władz. Objawiło się to zarówno poprzez nagłe i niewytłumaczalne przesunięcie daty premiery filmu, jak i inne próby „dobrania się” do sławnego reżysera i zaszkodzenia mu.

Killing-7-1024px-1024x683

Z kolei w „Mordzie” reżyser Shinya Tsukamoto (Japonia 2018) dekonstruuje wypracowaną przez lata w kinematografii figurę samuraja jako honorowego, postępującego zawsze zgodnie z kodeksem wojownika. Główny bohater to zdolny młodzieniec, ronin, który nawiązał bliską więź ze stojącą o klasę niżej rodziną chłopów. Mieszka u nich i pomaga przy zbiorach, a jego spokojne życie zostaje zakłócone przez przybyłego do wioski wojownika (w tej roli sam reżyser), który przynosi również wieści o przybyłych do Japonii Amerykanach (stąd wiemy, że akcja rozgrywa się w XIX wieku i mowa o tzw. czarnych statkach komodora Perry’ego). Mężczyzna werbuje naiwnego i dość prostodusznego bohatera do swojej grupy roninów, ten jednak nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co go czeka. Dość szybko się przekona, że przeznaczeniem wojownika jest nieść okrutną śmierć i cierpienie, a samurajowie nie są tak kryształowi, jak się ich zazwyczaj przedstawia. Pytanie, czy chłopak pogodzi się z taką prawdą i czy zaprzeda samego siebie.

24-rivers-edge

Film to także idealne narzędzie do manipulowania uczuciami widzów i wywoływania u nich na przykład nostalgii, czego rzecz jasna mogliśmy doświadczyć chociażby w przypadku „Stranger Things”. „Brzeg rzeki” (reż. Isao Yukisada, Japonia 2018) to ekranizacja mangi o tym samym tytule (autorstwa Okazaki Kyoko), kultowej dla wielu współczesnych Japończyków, gdyż to na niej się wychowali i to o ich nastoletnich problemach ona opowiada. Z tego właśnie względu reżyser postanowił ją w ogóle przenieść na ekran, bo podobno z reguły nie uznaje ekranizowania czegoś, co już jest wizualne (w tym przypadku komiksu). I choć rozterki bohaterów (rozbite rodziny, bulimia, prześladowanie w szkole, brak akceptacji z powodu odmiennej orientacji seksualnej etc.) są powszechne i w zachodnich społeczeństwach, to jednak trochę trudno mi było się utożsamić z postaciami. Być może problem leży właśnie w owej „kultowości”. Każde społeczeństwo, każde pokolenie ma jakiś swój specjalny tytuł (książkę lub film – u nas, dajmy na to, jest to na przykład „Król Lew”, cykl „Jeżycjada”, czy chociażby „Wiedźmin”), na którym się wychowało i które kojarzy się z dzieciństwem. Bardzo trudno te uczucia przenieść na grunt innego społeczeństwa.

nt1

Tematyce dorastania i spojrzenia na świat oczami młodego człowieka poświęciła również swój film, „Przerywane tłumaczenie” (Filipiny 2017), reżyserka Shireen Seno, którą zainspirował jej własny sen. Yael ma osiem lat i jest bardzo samotnym, zamkniętym w sobie dzieckiem. Ojciec pracuje w dalekich krajach, od czasu do czasu przysyłając rodzinie kasety magnetofonowe. Dziewczynka je potajemnie odtwarza, wsłuchując się w głos człowieka, którego niemalże nie pamięta. Matka to osoba chłodna i emocjonalnie zdystansowana, nie mająca zbyt wiele czasu dla córki. Większość akcji filmu rozgrywa się w czterech ścianach domu, a my obserwujemy samotność bohaterki i wszelkie małe trzęsienia ziemi, które mają miejsce w życiu Yael – jak na przykład wizytę brata-bliźniaka ojca. Razem z dziewczynką ruszamy również na poszukiwania długopisu Ningen Pen, który w dziecięcej wyobraźni jest tożsamy z ludzkim szczęściem.

ixrw9-RBS430BF95A-Full-Image_GalleryBackground-en-US-1533938433145._RI_SX940_

W odmęty ludzkiej psychiki, choć tym razem osoby dorosłej, zagląda również Kazuya Shiraishi w filmie „Bezimienne ptaki” (Japonia 2017). Towako to bohaterka raczej antypatyczna. Roszczeniowa, rozhisteryzowana, samolubna, traktująca z bezwzględnym okrucieństwem zakochanego w niej po uszy partnera, który na dodatek całkowicie utrzymuje kobietę ze swojej dość skromnej pensji. Stopniowo jednak odkrywamy prawdę, kryjącą się za owym dziwacznym związkiem, a także nieoczywiste ścieżki, którymi podążyła pamięć bohaterki. Towako z czasem nie tyle można polubić, ile przynajmniej zrozumieć.

youth-tiff

To oczywiście nie wszystkie filmy pokazywane podczas 12. edycji Festiwalu Filmowego Pięć Smaków. Pokrótce omówiłam przede wszystkim te, na seansach których byłam 😉 Różnorodność zaprezentowanych produkcji robi jednak wrażenie i z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie: zarówno osoby szukające tak zwanej popcornowej rozrywki, jak i ci, dla których film jest przede wszystkim medium opowiadającym o człowieku i jego kondycji kulturowo-społecznej.

youth-e1514836220540-1024x746

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s