Kamera na kobiety – otwarcie 13 edycji Festiwalu Filmowego Pięć Smaków

Wczoraj, 13 listopada, rozpoczął się jeden z najbardziej kolorowych festiwali filmowych, czyli Festiwal Filmowy Pięć Smaków. Parę słów o projekcjach, którymi rozpoczęło się to święto azjatyckiego kina (mówię tylko o tych, które miały miejsce w kinie Muranów, albowiem jednocześnie odbywały się też pokazy w Kinotece PKiN):

50952-qiqiu_-_official_still__4_-e1567123929168

  • „Balon”, reż. Pema Tseden; Chiny 2019
Estetyczna, a jednocześnie dość surowa w formie opowieść o zderzeniu lokalnej tradycji z bezlitosną rzeczywistością chińskiej polityki: żyjąca biednie i hodująca owce rodzina Tybetańczyków musi podjąć decyzję, czy pozwolą się narodzić dziecku, w które, jak wierzą, reinkarnował się zmarły niedawno dziadek, czy też dokonają aborcji. A wszystko to w czasach chińskiej polityki jednego dziecka, zatem bohaterom grożą kary finansowe w przypadku przyjścia na świat kolejnego potomka. Jednocześnie kamera w dużym stopniu skupia się (podobnie jak w przypadku kolejnego filmu) na kobietach, bo to głównie na Drolkar (filmowej żonie i matce) wywierana jest presja i to na nią spada odpowiedzialność za podjęcie decyzji. Z losami kobiety kontrastuje życie jej siostry-mniszki, która, choć cierpi z powodu dawnej relacji z pewnym mężczyzną (nigdy tak naprawdę nie zostało dokładnie wyjaśnione, co dokładnie zaszło między nimi), to jednak pozostaje poza nawiasem tak zwanego „zwykłego” życia, którego esencją jest płodność, a także nieprzerwany cykl narodzin i śmierci.
Film wyświetlany był również podczas ostatniego Warszawskiego Festiwalu Filmowego, w październiku.
hua_jiao_zhi_wei__zhong_zhen_tao_yu_shi_yan_nu_er_de_zheng_xiu_wen_lai_ya_yan_li_xiao_feng_qi_qi_da_bian_lu__copy
  • „Fagara”, reż. Heiward Mak; Chiny, Hongkong 2019

Film uroczystego otwarcia 13 edycji Festiwalu Filmowego Pięć Smaków. Trzy siostry, mające tego samego ojca, ale różne matki. Jedna z Hongkongu, druga z Tajwanu, trzecia gdzieś z północy Chin. Wszystkie naznaczone traumą porzucenia i zapomnienia, mające wiele żalu do wiecznie nieobecnego ojca oraz egoistycznie nastawionych matek, rozczarowane rzeczywistością i niepewne własnej tożsamości. Poznają się dopiero przy okazji nieoczekiwanej śmierci i pogrzebu rodzica, a swoistą terapią rodzinną okazuje się wspólne poprowadzenie starej knajpy rodzica, specjalizującej się w zupie przyprawionej tytułową fagarą (pieprzem syczuańskim). Film Heiward Mak to zatem kolejna produkcja spod znaku „jedzenia, które leczy duszę”. Oczywiście nie twierdzę, że to źle. Mimo raczej ciężkiej tematyki film jest bardzo przyjemny w odbiorze, choć momentami popada w zbyt duże rozrzewnienie, a scen kulminacyjnych jest pod koniec wyraźnie zbyt dużo, przez co widz zaczyna się już trochę niecierpliwić w oczekiwaniu na finał.

Heiward-Mak_Fagara_5_2_Zolima-citymag

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s