Więcej, szybciej, mocniej, czyli o „Tenet”

To jak tam, zaliczyliście już najgorętszą premierę tego lata, czyli „Tenet”? Ja już tak i szczerze mówiąc, mam mocno mieszane uczucia. Ktoś gdzieś w necie nazwał ten film „Incepcją” (która, tak notabene, pozostaje moim ulubionym filmem Nolana) na sterydach i sądzę, że jest w tym sporo racji. Oglądanie „Tenet” to jak studiowanie podręcznika do fizyki w szaleńczym biegu. Wszystkiego jest więcej, szybciej, mocniej i bardziej ogłuszająco (nam Cinema City zafundowało tak głośny seans, że przy jakiejkolwiek strzelaninie trzeba było zakrywać uszy. Pytanie tylko, czy to kwestia samego kina, do którego obsługi biegałam z interwencją, czy też oryginalnego montażu dźwięku). I jednocześnie mniej zrozumiale. W porównaniu z „Incepcją” zasady rządzące światem przedstawionym są tutaj wyłożone o wiele mniej precyzyjnie, niż tego byśmy chcieli. W huku wystrzałów i wybuchów, wśród ścigających się szaleńczo samochodów, w mnogości robiących spore wrażenie (żeby nie powiedzieć „efekciarskich”) scen czasowej inwersji gubi się nie tylko nawet najpilniejszy widz, ale i sami bohaterowie wraz ze swymi osobistymi dramatami.

Odnieść można trochę wrażenie, że w pewnym momencie filmu Nolan porzuca swoich ludzkich bohaterów na rzecz Czasu – tego najgłówniejszego bohatera z głównych, którego można dowolnie kształtować i którym można manipulować jak tylko dusza zapragnie. Pozostałe postacie sprowadzone zostają natomiast do pionków na temporalnej szachownicy i zbiorów dosyć stereotypowych cech. Protagonista (bohater bezimienny, jak warto zauważyć), grany przez Johna Davida Washingtona (syna słynnego Denzela, tak na marginesie), to facet raczej bez charakteru, skonkretyzowanej motywacji i większych namiętności, nie licząc słabo rysującej się sympatii między nim a główną postacią kobiecą oraz lekkiego bromance’u z Neilem (Robert Pattinson). Naczynie, w które można zostać wlany przez reżysera-scenarzystę Czas oraz narzędzie, służące kształtowaniu tegoż. Wspomniana wyżej bohaterka, odtwarzana przez Elizabeth Debicki, jest stereotypową, nieszczęśliwą mężatką, usychającą z braku miłości przy okrutnym mężu i drżącą na samą myśl o utracie syna. Natomiast Sator w wykonaniu Kennetha Branagh to typowy, przeszarżowany złol – oczywiście o narodowości rosyjskiej, bo jakżeby inaczej. W końcu w żadnym hollywoodzkim filmie nie może zabraknąć sztampowych odniesień do zimnej wojny i obrazu Rosjanina jako pijącego litry wódki mafiosa/handlarza bronią (esencją tego jest chociażby postać Viggo Mortensena we „Wschodnich obietnicach” i scena walki w łaźni). A szkoda, bo Branagh to przecież naprawdę dobry aktor. Oczywiście, nie winię ani jego, ani jego kolegów i koleżanki z planu, bo oni po prostu odegrali to, co dostali od Nolana jako reżysera i autora scenariusza. Myślę, że i tak dali z siebie wszystko. Natomiast wiele innych postaci, jak np. te od Clemence Poesy i Michaela Caine’a, pojawia się na krótką chwilę i głównie po to, by podsunąć głównemu bohaterowi jakieś wskazówki lub opowiedzieć o zjawisku odwróconej entropii (chociaż Caine to akurat zalicza swoje cameo w absolutnie każdym filmie Nolana). Prawie od razu wypadają z filmu i nigdy więcej już ich na ekranie nie widzimy. Pytanie, czy to wszystko, co wspomniałam powyżej jest zabiegiem celowym, czy też nieświadomym zepsuciem scenariusza. I jedna, i druga opcja nie wydaje się być zbyt pozytywna, bo w rezultacie nie mamy w „Tenet” do czynienia z pełnokrwistymi postaciami.

„Tenet” uważam za jeden z gorszych filmów Nolana, ale mimo wszystko sądzę, że warto dać mu szansę. To film angażujący (i dezorientujący) widza, który musi wspiąć się na wyżyny skupienia oraz uważności, aby zrozumieć co się dzieje na ekranie i nie odpaść w trakcie wyścigu do fabularnej mety. Osobiście oceniam go na 6/10, czyli „niezły”, aczolwiek planuję w bliżej nieokreślonej przyszłości urządzić sobie kolejny seans. Być może za drugim podejściem najnowsze dziecko Nolana okaże się bardziej przystępne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s