Długa i ciężka podróż Bohatera, czyli o „Zielonym Rycerzu” Davida Lowery’ego

Obejrzawszy zwiastun, można odnieść wrażenie, że „Zielony Rycerz” w reżyserii Davida Lowery’ego to wielkie widowisko fantasy w stylu „Władcy Pierścieni” Petera Jacksona. Film olśniewa zdjęciami, plenerami i kostiumami, a także kusi bardzo dobrą obsadą (świetny zarówno Dev Patel, wcielający się w głównego bohatera, jak i Alicia Vikander w roli podwójnej). No i zrealizowany został na podstawie średniowiecznego poematu, pozostającego w kręgu legend arturiańskich – pt. „Pan Gawen i Zielony Rycerz”. Po prostu idealny materiał na spektakularne widowisko fantasy.

„Problem” jednak w tym, że David Lowery celuje znacznie wyżej, niż zapewnienie widzowi czystej rozrywki (nie ujmując oczywiście niczego „Władcy Pierścieni”, bo to trylogia, którą do tej pory kocham i uwielbiam). Jego film przepełniony został subtelną symboliką, a historia opowiada o usłanej przeszkodami podróży bohatera, który stopniowo dojrzewa do stania się prawym i odpowiedzialnym człowiekiem.

Gawain, lekkomyślny siostrzeniec Króla Artura, prowadzi hulaszczy tryb życia i ani myśli się ustatkować, mimo wielkiej miłości, jaką darzy plebejkę Essel. Niespieszno mu również do dokonywania wielkich czynów i pasowania na rycerza. Gdy jednak w Wigilię Bożego Narodzenia do Camelotu przybywa tajemniczy Zielony Rycerz i wzywa rycerzy Okrągłego Stołu do wzięcia udziału w grze, Gawain niespodziewanie podejmuje się wyzwania. Ścina nieznajomemu głowę, myśląc, że tym łatwym sposobem zapewnił sobie rycerską chwałę. Zielony Rycerz jednak bez trudu się podnosi i odjeżdża, „zapraszając” Gawaina do rewanżu (tj. do wizyty w tzw. Zielonej Kaplicy i położenia głowy pod topów – wszak takie były zasady gry) za okrągły rok. Wiele miesięcy później bohater udaje się zatem w podróż do Zielonej Kaplicy, choć oczywiście z ciężkim sercem i duszą na ramieniu. W drodze zostaje poddany wielu próbom, które raz za razem udowadniają mu, jak słabym jest człowiekiem. W pewnym momencie słyszy nawet pogardliwie rzucone: „Nie jesteś rycerzem”. Czy jednak podoła ostatecznie najważniejszemu wyzwaniu, jakim jest konfrontacja z Zielonym Rycerzem? Tego możecie dowiedzieć się tylko w trakcie seansu 😉 (lub po przeczytaniu poematu, którego film jest adaptacją, bo w sumie Lowery niewiele zmienił w oryginalnej fabule).

„Zielony Rycerz” to nie jest zły film. Wręcz przeciwnie, uważam go za bardzo dobry i głęboki (a także pięknie zrealizowany)! Wybierając się jednak na seans, trzeba mieć na uwadze (albo przynajmniej zrobić wcześniej mały research), że nie zobaczymy tu szarży Rohirrimów, epickich bitew, wyciągania po raz setny miecza z kamienia lub magicznych sztuczek Merlina. „Zielony Rycerz” Davida Lowery’ego to inna, niż do tej pory, adaptacja legend arturiańskich. Reżyser odrzuca czystą, bezrefleksyjną rozrywkę, wymagając od widza mocnego skupienia i umiejętności odczytywania symbolicznych znaczeń.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s