Poromawiajmy o ludobójstwie, czyli o spektaklu "Władcy" słów kilka

Jakieś półtora tygodnia temu, 15 stycznia, miałam niebywałą przyjemność zostać zaproszona do Białegostoku na spektakl „Władcy” w reżyserii Mateusza Tymury i według dramatu Magdaleny Wleklik. Jeśli pamiętacie, na profilu Facebookowym zamieściłam link do wydarzenia, tak więc i Wy mogliście wybrać się na wspomniane przedstawienie 🙂 Sądzę, że warto temu tematowi poświęcić notkę, gdyż „Władcy” opowiadają o rzeczach istotnych i boleśnie aktualnych w dzisiejszym świecie, a mianowicie o…. ludobójstwie i nienawiści.

W zamierzeniu twórców każdy z aktów spektaklu to „wyspa” na „rzece czasu”, rządzona przez innego władcę. Zaczynamy zatem od króla Belgów, Leopolda II, którego sprawką było ludobójstwo w Kongu (najprawdopodobniej najmniej znane na świecie), w drugiej połowie XIX wieku, kończymy zaś na współczesnych zamachach terrorystycznych w Paryżu i wielu innych, europejskich miastach. Niewątpliwą zaletą fabularną przedstawienia jest jego apolityczność i brak czarno-białego przedstawienia świata. Najwyrazistsze tego przykłady to akty dotyczące masakr w Radziłowie i Kisielinie. Patrząc na takie tragedie jak na przykład słynne Jedwabne, łatwo zapomnieć o kontekście mających miejsce wydarzeń. Ofiara, z którą widz naturalnie sympatyzuje, całkowicie przesłania nakręconą po obu stronach spiralę nienawiści. A to właśnie ta spirala doprowadziła do tragedii. W przedstawieniu tak naprawdę kryształowi nie są ani radziłowscy Polacy, ani lokalni Żydzi. I jedni i drudzy mają swoje za uszami, co jest znacznie bliższe prawdzie, niż podkreślanie win tylko jednej ze stron i jednoczesne wybielenie drugiej jako ofiary. Twórcy spektaklu nie idą jednak w żadną ze skrajności – bohaterowie są skomplikowani, mają swoje marzenia, czują żal, gniew, ból, rozgoryczenie. Za podjętymi przez nich wyborami stoją konkretne motywy, doświadczenia i uczucia, dzięki czemu momentami trudno nam zadecydować, czy  powinniśmy z nimi jednak sympatyzować, czy też raczej nimi gardzić. Prawdziwym majstersztykiem jest tutaj bardzo niejednoznaczna postać Kazimierza – Polaka, a także jego relacja z Rubenówną – młodą Żydówką. Co ważne jednak, twórcy spektaklu sami wstrzymują się od oceny. Oni tylko pokazują racje i po jednej i po drugiej stronie, jak w akcie o Kisielinie, gdzie Polak z Ukraińcem prowadzą dialog. Oskarżycielami katów są natomiast same ofiary.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że we „Władcach” nie ma położonego nacisku na winę jednego konkretnego narodu lub kraju. Płyniemy po rzece czasu, przyglądając się ogólnie Europie: Belgom, Serbom, Ukraińcom, Polakom, Norwegom etc. W każdym z tych państw zdarzały się przypadki ludobójstwa i ślepej, wręcz bezrozumnej nienawiści. Co więcej, tak negatywne emocje i ich bezpośredni skutek, czyli morderstwa, wynikają tutaj z wielu różnych czynników: między innymi z podziałów międzyludzkich w zakresie religii, etniczności, poglądów politycznych, ideologii, z potrzeby suwerenności, chęci zysku (chodzi konkretnie o ludobójstwo w Kongu, które w ogólnym rozrachunku spowodowane zostało zapotrzebowaniem Belgów na kość słoniową i kauczuk). Smutny wniosek jest z tego taki, że nienawiść, krwiożerczość, brak szacunku dla życia, skłonność do bezmyślnego odbierania go – wszystko to było, jest i będzie nieodłącznym elementem ludzkości, niezależnie od pobudek, jakimi różni kaci-władcy się kierują. Czyli być człowiekiem, to znaczy zabijać. Morduję, więc jestem.

Dodatkowo w tej całej ludzkiej krwiożerczości zbrodnia bardzo często traktowana była jako swego rodzaju show, rozrywka. Najprostszym przykładem, jaki przychodzi do głowy, są oczywiście antyczne walki gladiatorów i inne zgony na arenie ku uciesze ludu, aczkolwiek we „Władcach” ta drobna prawda zaprezentowana została w bardzo umiejętny i współczesny sposób w akcie „Utoya”. Reakcje studyjnej publiczności oraz zachowanie showmana w nieco przerysowany (ale przez to bardzo też dobitny) sposób pokazują jak bardzo tragedie i ludobójstwa są przez innych trywializowane, a same ofiary uprzedmiotowione. Imiona zbrodniarzy zostają na zawsze zapisane w ludzkiej pamięci, paradoksalnie stają się „sławni” i rozpoznawalni, podczas gdy zabici przez nich ludzie to szara, jednorodna masa bez konkretnej, jednostkowej tożsamości. Aż chce się wołać o pomstę do nieba z powodu takiej niesprawiedliwości, prawda? Twórcy spektaklu starają się temu zjawisku przeciwdziałać, w poszczególnych aktach wysuwając na pierwszy plan konkretnych bohaterów: na przykład Mirkę i jej rodzinę w „Hołogomorze” lub grupę przyjaciół ze „Srebrenicy”. Oddają głos jednostkom i pozwalają im mówić o swoich uczuciach.

Spektakl zamyka akt dotyczący współczesnych zamachów terrorystycznych, dokonywanych przez ISIS. Postacie, reprezentujące różne, współczesne opcje światopoglądowe, tańczą razem chocholi taniec, a wykrzykiwane przez nich hasła to istna kakofonia. Sterowany przez Władcę korowód porusza się hipnotycznie w kole i nie widać końca jego obłędu. Niezbyt pomyślna wróżba na przyszłość.
Jeśli będziecie mieli okazję wybrać się na ten spektakl – koniecznie ją wykorzystajcie. Naprawdę warto, gdyż jest to jedno z niewielu dzieł poruszających temat nienawiści międzyludzkiej (w kontekście rasizmu, religii, etniczności etc.) w sposób bezstronny, niemalże obiektywny, dający głos zarówno zbrodniarzom, jak i pokrzywdzonym. Przede wszystkim porusza, czasami nawet w pewien sposób bawi (zwłaszcza trzech Sowietów w „Hołogomorze”), ale jest to taki śmiech przez łzy. Złowieszczy chichot Historii.

P. S. – Zamieszczone zdjęcia są autorstwa Roberta Szczepańskiego (RoobiShoot Photography), pochodzą ze strony http://www.wleklik.com i zostały użyte za zgodą pani Magdaleny Wleklik.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s